powrót do strony głównej
   •   CO-GDZIE-JAK?    •    TURYSTYKA    •    JEDZENIE    •   NOCLEGI
manes
imprezy
gospodarze
goście
galeria zdjęć
linki
kontakt
kiton art
KITON ART


 

ANDRZEJ Z ANDRZEJÓWKI


Andrzej Łyszczarz z żoną Joanną.

Z WIZYTĄ U ANDRZEJA ŁYSZCZARZA

Są ludzie, którzy od pierwszego spotkania budzą sympatię. Miły uśmiech, dar patrzenia prosto w oczy i jeszcze to "coś", co sprawia, że nieznajomy w jednej chwili wydaje się człowiekiem, z którym moglibyśmy "konie kraść".
Tak właśnie postrzegany jest Andrzej Łyszczarz z Oblasów numer 216. Ma 47 lat i razem z żoną Joanną prowadzi gospodarstwo agroturystyczne Andrzejówka.
• A co Pan robił wcześniej?
- Od zawsze walczyły we mnie dwie pasje: lotnictwo i turystyka. Ze Środy Śląskiej, gdzie się urodziłem, po jednym roku spędzonym w Akademii Ekonomicznej, trafiłem do Dęblina. Miałem 20 lat, zdrowie i chęć zostania pilotem doskonałym. I udało się. Jako lotnik z licencją cywilną i wojskową latałem w marynarce wojennej, a potem na myśliwcach Migach 21 i 29 w Wojskach Obrony Powietrznej Kraju. Jednak z wiekiem i rosnącą liczbą godzin spędzonych w powietrzu, spada w człowieku odporność fizyczna, której towarzyszy większa podatność na stresy. Pamiętam sytuację, która sprawiła, że postanowiłem zakończyć lotniczą przygodę. Latałem po całej Europie, biorąc udział w ćwiczeniach NATO. Mieliśmy lądować w kraju określonego dnia o określonej godzinie. Miałem kłopoty z maszyną i łącznością. Suma przeżyć okazała się zbyt duża i wspólnie z żoną zdecydowaliśmy, że nie warto kusić losu...
W Oblasach właściciele Andrzejówki osiedli na stałe pięć lat temu. Rok później zaczęli gościć pierwszych turystów. Dom, w którym czeka na nich wikt i opierunek jest nowy, ale wygląda jakby miał 100 lat.
- Zastosowaliśmy tradycyjne materiały, zrobiliśmy "nierówne" tynki, meble są po renowacji - opowiada Pan Andrzej. - Jedno z łóżek pochodzi ze służbówki pradziadka (posła do parlamentu austriackiego z ramienia partii włościańskiej). W nodze łóżka tkwi kula, dowód niewierności babci i porywczości dziadka.
Andrzejówkę odwiedzają ludzie z całej Polski, ale w specjalnej księdze pamiątkowej są też wpisy m.in. Australijczyków, Amerykanów, Anglików, Austriaków, Francuzów, Hiszpanów, Portugalczyków, Szwedów, Rumunów, Norwegów, Włochów, Greków i Ukraińców. Do ich dyspozycji są przytulne pokoiki z łazienkami, grillownia, boisko do siatkówki, plac zabaw dla dzieci, miejsce na ognisko i oczywiście Wisła, do której jest tylko "rzut beretem". Jest także Gaja. Sympatyczny psiak półmetrowej wysokości kocha aportować. Czworonóg nie pozwoli się nikomu nudzić w Andrzejówce.
- Znajomi często mnie pytają, czy jest jakaś recepta na dobrą agroturystykę? Odpowiadam wówczas - trzeba po prostu lubić swoich gości, a wszystko inne jakoś się ułoży - zapewnia Andrzej Łyszczarz.

Może się Państwo przekonacie.

powrót

Copyright 2004 by Kiton Art - Mirosław Olszówka