
|
Z
WIZYTĄ U MARII KŁOPOTOWSKIEJ
Doktor Maria Kłopotowska do Janowca trafiła 15
lat temu. Wcześniej pracowała na oddziale zakaźnym
szpitala w Puławach.
- Długo się aklimatyzowałam w nowym miejscu, przyzwyczajałam do
specyfiki pracy 24 godziny na dobę. No, bo niby człowiek kończy
o tej czy o tamtej godzinie pracę w przychodni, ale zaraz za progiem
spotyka kogoś, kto potrzebuje pomocy. Niejednokrotnie wchodząc
do domu odbieram telefon z prośbą o przyjazd do pacjenta z wysoką
gorączkom. Ludzie chyba wiedzą, że nie potrafię odmówić - mówi
Maria Kłopotowska.
Pani doktor z uśmiechem opowiada, jak to brnie przez największe
zaspy czy najgłębsze kałuże, byle tylko dotrzeć do człowieka, który
wierzy, że pomoc na pewno przyjdzie.
- Nie ma Pani czasami ochoty wrócić do miasta i po zakończeniu
dyżuru, spokojnie usiąść przed telewizorem?
Moja rozmówczyni nie zastanawia się ani chwili: - Wie pan, ja się
do tych ludzi przyzwyczaiłam, ja ich lubię. Znam wszystkich prawie
jak swoją rodzinę. Spotykam kogoś, kto wychodzi z knajpy i się
zamyślam, bo wiem, że ten czy ów ma słaby charakter, ale jest dobrym
człowiekiem.
Doktor Kłopotowska idzie na pocztę i tam "robi za doktora".
Idzie do banku, a w okienku czeka na nią kolejny pacjent. W sklepie,
na ladzie potrafi postawić diagnozę.
- Pamiętam, była niedziela. Mieliśmy w domu gości. A tu nagle telefon,
że w Wojszynie zdarzył się wypadek samochodowy. Po kilku minutach
byłam na miejscu. Później okazało się, że wzywał mnie człowiek
z Warszawy, który po powrocie do domu poszedł do jakiegoś radia
i cała Polska usłyszała podziękowanie dla mnie, że nie zawiodłam
w potrzebie - przypomina sobie Maria Kłopotowska.
Doktor z Janowca musi być ciągle gotowa do niesienia pomocy, gdyż
pacjenci ze wsi rzadko korzystają z pogotowia. Wolą swoją panią
doktor, która wie co komu dolega i jakie specyfiki przypisać. A
jak się ładnie poprosi to i podanie do urzędu napisze.
- Miałam kiedyś pacjentkę, która nie miała co jeść. To jej zupę
codziennie woziłam - mówi Kłopotowska i sięga po badania naukowców
amerykańskich, z których wynika, że ludzie, którzy nie lubią innych,
mają większe skłonności do zawałów, do różnych dolegliwości naczyniowych.
Po prostu żyją gorzej i krócej...
- Już wie pan dlaczego postępuje tak, a nie inaczej.
powrót |