powrót do strony głównej
   •   CO-GDZIE-JAK?    •    TURYSTYKA    •    JEDZENIE    •   NOCLEGI
manes
imprezy
gospodarze
goście
galeria zdjęć
linki
kontakt
kiton art
KITON ART


 

ARTYSTA NIEKONWENCJONALNY


Jarosław Koziara

ROZMOWA Z JAROSŁAWEM KOZIARĄ

Jesteś autorem janowieckiego land artu na nadwiślańskich łąkach. Dzieła szczególnego, przyciągającego swym ogromem i pięknym wpisaniem w przyrodę. Czy Janowiec jest dla Ciebie miejscem szczególnym? Jak do tego doszło, że w Janowcu takie dzieło zaistniało?
Niewątpliwie jest to szczególne miejsce. Skąd ja się tam wziąłem? Mam kolegę, który tam mieszka, z którym współpracuję i często go odwiedzam. Dolina Wisły widoczna ze skarpy to bardzo piękny widok. Teren zalewowy Wisły po wewnętrznej stronie wału, stwarza idealne warunki uprawiania sztuki ziemi. Po pierwsze jest to nieużytek, po drugie naturalnie obramowana rozległa przestrzeń, po trzecie można ją obserwować z punktów widokowych na szlaku turystycznym, po czwarte dzięki wspomnianemu koledze Mirkowi Olszówce* udało mi się uzyskać pozwolenie na zrealizowanie mojego pomysłu.

Wszystkie swoje duże dzieła wykonujesz z konkretną grupą osób, która Tobie pomaga. Czy ta gromadka współpracowników nazywana przez Ciebie "sektą" albo, bardziej wymownie "insektą" wnosi coś do tych dzieł? Czy z góry posiadasz już gotowy projekt i realizujesz go bez zmian?
Deklaruje się jako estetyczny terrorysta, więc nie specjalnie jestem za demokracją w obszarze sztuki - są inne pola dla demokracji? Uważam, że kierowca w autobusie powinien być tylko jeden - to jest warunek przemieszczania się autobusu.

Jaka była reakcja władz janowieckich? Musiałeś uzyskać zgodę władz Gminy i Wspólnoty Gminnej, do której należy ten teren? Jakie były reakcje miejscowej ludności podczas powstawania land artu?
W trakcie przygotowań do realizacji land artu Mirek Olszówka rozmawiał z wójtem, wytłumaczył mu, na czym polega istota tego przedsięwzięcia, że to na pewno nie zaszkodzi gminie. Władzom udało się wytłumaczyć. Uzyskaliśmy stosowne zezwolenie.
Nowe zjawiska, nieznane, wzbudzają w ludziach niepokój. Niepokój czasami budzi agresję. Podczas realizacji pierwszego projektu pojawił się pewien Rejtan, który ciałem blokował pracę ciągnika. Po godzinie odpuścił. Wynajęty traktorzysta też był nieźle zadziwiony, że musi orać na okrągło. Po trzech dniach, gdy poraz pierwszy zobaczył efekt swojej pracy, zdziwienie obrócił w zachwyt.

Czy w plastycznym przedstawieniu land artów (pierwszy ukazywał dwa węże, rybę i ptaka skupione wokół okręgu, drugi to wyobrażenie komórki jajowej) należy doszukiwać się głębszych treści? W jednym z wywiadów mówisz, żeby nie doszukiwać się tam znaczeń. Może jest to sztuka, która ma zaskakiwać, jak to wcześniej ująłeś?
Istotą tego przedsięwzięcia jest niespodzianka. Dla wędrujących ludzi obraz pojawia się nagle i z zaskoczenia. Bez niepotrzebnej nadbudowy mogą percypować to dzieło na własnym poziomie. Jeśli, ktoś chciałby bardzo doszukiwać się archetypicznych symboli - to pewnie by je znalazł. To miejsce łączy w sobie żywioły ziemi, wody i powietrza.

Dzieło w trakcie wielomiesięcznego trwania zmieniało swoje oblicze. Dokumentacja fotograficzna pokazuje pracę raz niemal całkowicie zalaną wodą z wezbranej Wisły, innym razem posiada ona niesamowitą wyrazistość, kiedy to wypalona na wiosnę trawa uczytelniła tylko te miejsca gdzie wyorano land art. Czy przewidziałeś to? Czy to, co z dziełem robiła przyroda było dla Ciebie zaskoczeniem?
Podstawową cechą tego projektu jest jego nieprzewidywalność. Ku mojej uciesze obraz kilkanaście razy ewoluował. Zmieniał swój charakter totalnie. Prowokuję formę, ona się zmienia bardzo radykalnie i to jest coś co stawia w wyższości taki obrazek nad statycznym obrazkiem galeryjnym, który jest niezmienny. Mamy bardzo efemeryczną sytuację ... istnienie w konsekwencji znika.

Właściwie dajesz naturze pewną szansę odtworzenia się. Pierwszy land art po kilku sezonach przyrodniczych został niemalże zatarty. To dało Tobie kolejną, niejako przymuszoną, możliwość urzeczywistnienia nowego pomysłu. I właściwie dopóki będziesz Ty, jako artysta ingerował w tą przestrzeń - bo załóżmy, że ten drugi powstały land art zabliźni się - będzie ona dotknięta wytworem ludzkiej ręki, sztuki. Jeżeli nie, wyorany rysunek wchłonie przyroda. Ja oczywiście życzę żebyś jak najdłużej ponawiał land art. Czy przewidywałeś, że to dzieło "zniknie" i pozwoli Tobie drugi raz zrobić w tym miejscu coś nowego?
Nie zastanawiałem się na ile wiekuiste jest to dzieło. Okazało się, że dużo szybciej sobie przyroda poradziła niż mi się wydawało - ale to fajnie bo można bawić się co parę lat. Można działać, na przykład, systemem trzy letnim. Nie mam do tego klucza. Jeśli będą takie możliwości to chciałbym ten obraz, który jest obecnie, kontynuować.

Dzieło przyjmowane jest bardzo dobrze. Wiele osób specjalnie wybiera się na spacer wzdłuż skarpy, żeby móc obejrzeć land art, na pewno wiele z nich jest też zaskakiwanych...
Nie wiem jakie ma notowania w obecnych czasach? Podczas realizacji tego przedsięwzięcia siedziałem sobie pod krzaczkiem i uwielbiałem obserwować ludzi, którzy tam spacerują. Ich pierwsza reakcja była po prostu rewelacyjna! O to właśnie chodzi, o taki moment gdzie w strukturze przewidywalnej nagle zdarza się coś, co wymyka się nazwaniu.

Warto by było zastanowić się czy zakwalifikować Twoje dzieło do sztuki land artu? Samo pojęcie zostało ukute na bazie "postminimalistycznych" działań w sztuce, które zaistniały w latach 60-tych XX wieku w USA. Artyści, wybierali na swoje działania pustkowia (takim poligonem doświadczalnym były pustynne tereny Nevady) z założenia wiedząc, że ludzka stopa stawiana jest tam rzadko. Ingerowali w przestrzeń niepozwalającą objąć się całej widzowi. Jednym słowem tworzyli dzieła, których nie można było zakupić. Był to wyraz buntu i sprzeciwu wobec komercjalizacji rynku sztuki. W większości tych dzieł tak było - natomiast Twoje dzieło jest jakby nastawione na widownię. Skarpa jest miejscem gdzie można spocząć i obejrzeć dzieło...
Nie sądzę żeby istotą land artu było to żeby go nikt nie oglądał. Land art jest czymś dużo starszym niż działania z lat 60-tych ubiegłego wieku. Historia ludzkości odnotowuje ogromną ilość przypadków ingerencji człowieka w przyrodę w celach stricte kultowo-artystycznych.

Bliżej tym janowieckim land artom chyba do sztuki pierwotnej - uprawianej przez Celtów czy przez cywilizację w Ameryce Południowej. Dużo podróżujesz i miałeś okazję widzieć te dzieła.
Miałem okazję być między innymi w Nazca, w Peru.

Jak się czułeś lecąc nad najsłynniejszymi ziemnymi rysunkami wykonanymi przez człowieka wiedząc, że wyorałeś, tam gdzieś w Polsce, podobne dzieło?
Trochę byłem rozczarowany skalą. Największy rysunek ma 180 metrów. Płaskowyż Nazca jest monumentalny 20 km x 25 km. Rysunków jest kilkaset, ale tylko kilkanaście można zobaczyć podczas 45 minutowego lotu. Technicznie nie są trudne do wykonania i miałem po swoich doświadczeniach tą świadomość. Pomimo wielu lat badań powód, czas, i autorzy nie są znane. Tajemnicza to magia. Jak dobrze, że nie wszystko możemy ogarnąć rozumem.

Czy rzeczywiście janowiecki land art jest największy w Europie? Czy powstają jeszcze takie dzieła, czy w Polsce powstało kiedykolwiek takie przedsięwzięcie artystyczne, bo o ile mi wiadomo to nie?
Ludzie, a szczególnie dziennikarze mają potrzebę budowania sensacji, tworzenia współzawodnictwa, ścigania się. Dla mnie nie ma znaczenia czy to jest 10, 20 hektarów. Ta przestrzeń była do wykorzystania i ją wykorzystałem. Nie jest to jedyna dyscyplina mojej aktywności, ani specjalizacja. Widziałem kiedyś w gazecie, że ktoś w Niemczech figlarnie wyciął coś w ziemi. Na pewno więcej takich działań jest w Stanach choćby dlatego, że są tam większe obszary i fantazja bardziej ludzi ponosi... Lecąc nad Texasem w USA, widziałem systemy nawadniające, które tworzą niesamowite obrazy. Uwielbiam patrzeć na ziemię z nieba.

Picasso, jak głosi anegdota, lecąc po raz pierwszy samolotem, notabene do Wrocławia na zjazd socjalistyczny, kiedy zobaczył z lotu ptaka pola - wykrzyknął, że to jest czysty kubizm.
Sama przyroda tworzy chyba sztukę, którą my gdzieś podświadomie odczytujemy...
Rolnictwo decyduje o obrazkach z lotu ptaka. Lecąc samolotem możesz wyczuć gdzie aktualnie jesteś. W Polsce ilość pól, pasków, geometrycznych kształtów jest tak gęsta, że różni się od kraju za Odrą.

Unia Europejska to zunifikuje, że będziemy jednym wielkim megahektarowym europolem?
Zobaczymy?

W drugim land arcie odszedłeś od figuratywności. W poprzednim mogliśmy dostrzec zwierzęta - tutaj zaciera się ta czytelność formalna na rzecz ornamentalności.
Czy jest to, jak przeczytałem w jednym z prasowych tekstów, stylizowana komórka jajowa...?

Nie wykluczam tego typu konotacji. Większość ludzi unika tytułowania swoich obrazków po to, aby nie zawężać percepcji.

Uważam, że stworzone przez Ciebie dzieło nie powinno być odbierane w kontekście jego wielkości wyrażanej w metrach i medialnej sensacji, a bardziej w kategoriach oryginalności pomysłu i inwencji artystycznej, która rzeczywiście sprawia ludziom dużo przyjemności. Jest też dodatkowo elementem, który promuje w jakiś sposób Janowiec.
Na pewno mu nie szkodzi. Myślę, że to oryginalny pomysł, jedyny w swoim rodzaju w tej szerokości geograficznej. Aktywność medialna wokół niego, tylko i wyłącznie, mogła zrobić dobrze tej gminie, której zależy na promocji. Jednakże nie było to zasadniczym powodem mojego działania.

Fotografia z pierwszym land artem znalazła się na okładce płyty zespołu Voo Voo, dla którego robisz graficzne opracowanie płyt oraz scenografie do koncertów. Ty zdecydowałeś o umieszczeniu fotografii na okładce?
Tak. Myślę, że jest to dobre miejsce na połączenie energetycznych potencjałów.
Okładki, które robię dla Voo Voo nie są tylko i wyłącznie ilustracją tekstów czy muzyki. Są działaniem równoległym. Te rzeczy się dopełniają. Moje rytmy i ornamenty są kompatybilne z muzyką Wojtka Waglewskiego.

Wiele osób pamięta koncert w kazimierskich kamieniołomach i scenografię złożoną z płonących totemów. Niezapomniany jest również koncert jubileuszowy Voo Voo w zamku janowieckim, kiedy podczas punktu kulminacyjnego koncertu - kiedy zgasły światła - zapłonęły totemy, które dodatkowo przez Twoją grupę pomocników były uderzane, co powodowało, że ogień wręcz tańczył. Na wystawę, którą prezentowałeś w Janowcu (2002 r. Spichlerz z Podlodowa) złożyły się fotografie z Twoich realizacji. Jednym z głównych aktorów jest w nich właśnie ogień. Jest on kolejnym ważnym elementem Twojej twórczości?
Ogień to potężne medium. Nieprzewidywalny żywioł. Od wielu lat konstruuję totemiczne, płonące formy. Nigdy do końca nie wiadomo jaki będzie efekt końcowy. Czujesz uwalniającą się energię, która ci się udziela.

Powiedziałeś w jednym z wywiadów, że artysta plastyk powinien równie dobrze poruszać się w różnych dziedzinach sztuki. Czyli, musi dobrze zrobić okładkę do płyty czy książki, zaprojektować plakat itp. Dyplom na ASP w Warszawie ukończyłeś w klasie plakatu. Twoje dzieła są bardzo czyste formalnie, duży nacisk kładziesz na prostotę formy, klarowność przekazu. Nie da się w nich nie zauważyć cech charakterystycznych właśnie dla sztuki plakatu. Czyste kolory, proste zestawienia form geometrycznych, ornamentyka inspirowana sztuką pierwotną, to cechy, dzięki którym tak łatwo odróżnić twoją sztukę.
Większość rzeczy, które robię to wycieczki do ludzi (nie do szuflady). Plakat, happening czy land art dotyka przestrzeni publicznej, nie galeryjnej. Staram się nie robić rzeczy nijakich. Dużo czerpię ze sztuki ludowej, pierwotnej, która posiada w sobie organiczne piękno. Nie jestem za bardzo zdolny i upraszczam pewne sytuacje, zamiast je komplikować. Jakbym miał rewelacyjną umiejętność rysunku akademickiego to może bym poleciał w inną stronę. Ja biorę siekierkę lub nożyczki i zmagam się z materią.

Czy uważasz, że jest to jakiś kompromis?
Moja ułomność odróżnia mnie od innych.

Pozwolę sobie zdefiniować podejmowane przez Ciebie działania. Powiedziałeś, że to, co robisz, jest swego rodzaju wycieczką do człowieka. Chciałbym dopowiedzieć, że jest to "sztuka wyższej użyteczności publicznej"...
Niewątpliwie. Robię różne rzeczy. W dużej mierze są to usługi dla ludności. Zapraszają mnie do współpracy, czy jest to scenografia do teatru czy studia telewizyjnego czy aranżacja wnętrza to jest to zadanie domowe do rozwiązania - ja uwielbiam takie rzeczy robić, bo wtedy nie musze się zastanawiać nad tym, z jakiego powodu ja to robię i po co?

Takim "zadaniem do odrobienia" jest chyba Twój wkład w WOŚP. Twoim znakiem rozpoznawalnym jest wystrój studia telewizyjnego, z którego Jurek Owsiak łączy się w dniu kwesty z całym krajem oraz scenografia koncertu finałowego, będącego podziękowaniem dla wolontariuszy i sponsorów. Scenografia w Teatrze Wielkim to realizacja szczególnie trudna, lecz efekt jest zawsze piorunujący, to uczta dla oka...
Owsiak jest facetem bardzo wymagającym, który nie uznaje skrótów. Ciągle musiałem szukać nowych pomysłów. Kolejne wyzwanie - ogarnianie totalnych przestrzeni. Towarzyszą temu bardzo poważne emocje. Nie ma czasu żeby się podrapać po dupie. Jest to duża odpowiedzialność i poważny stres. Jeżeli robisz scenografię, której nie możesz nigdzie wypróbować, bo nie ma tak dużych przestrzeni gdzie możesz zrobić próbę generalną - to musisz to zrobić dwa razy lepiej. Scenografia jest czymś ulotnym, przejściowym, która odmienia jakąś przestrzeń na krótki okres czasu i wraca do niebytu. Lubię jej efemeryczność.

Podobno pracownicy techniczni/maszyniści w Teatrze Wielkim nie wierzyli za bardzo w Twoje możliwości. Ale kiedy ujrzeli jak to wszystko funkcjonuje to...
Do tego teatru przyjeżdża się tirami i wyładowuje rzeczy, które są monstrualne, ciężkie i kosztują masę pieniędzy. Ja przyjąłem trochę inny system. Wchodziłem wnosząc wiele rzeczy pod pachą, było to na tyle sprytnie wymyślone, że udało mi się opanować tą przestrzeń - no to chyba dobrze świadczy o zamyśle!

Bardzo ciekawym rozwiązaniem była kompozycja z 14 tysięcy płyt CD, która była jedną z odsłon scenografii podczas koncertu w Teatrze Wielkim. Wiązały się z realizacją tego pomysłu jakieś obawy?
Wymyślić to jeszcze nie problem, ale zrealizować i być pewnym, że to wypali... tu zaczynają się schody. Zaryzykowałem obraz, który miał 10 metrów wysokości i 21 metrów szerokości. Zbudowany był z 14 tysięcy płyt kompaktowych. Nie do końca wierzyłem, że może się udać, ale się udało. Efekt był zadziwiający.

Powiedziałeś kiedyś, że jesteś artystą z determinacji.
Miałeś zostać kontynuatorem rodzinnych tradycji pszczelarskich, a jednak poszedłeś zupełnie inną drogą i, chociaż brzmi to trywialnie, jesteś tym, kim jesteś...
Każdy jest czymś obciążony, ma mniej lub bardziej ukryte predyspozycje. Mi sprawia łatwość i przyjemność obszar prac wizualnych. Mimo, że wydawało się, że mogę robić coś innego, wróciłem do tego co powinienem robić. I tak zostało. Bardzo fajnie jakbym był muzykantem ale nie mogę nim być... nie mam predyspozycji ani umiejętności.

Drugim Twoim powołaniem jest podróżowanie. Odbyłeś wyprawę dookoła świata, zwiedziłeś wiele miejsc. Czy to, co zobaczyłeś podczas swoich peregrynacji inspiruje Twoją sztukę, a może jest to hobby?
Podróże uważam za najważniejszą inwestycję, na której nie można stracić. Podróże kształcą - niezaprzeczalny komunał. Jako "niewierny Tomasz" dotykałem palcem, patrzyłem, wąchałem, smakowałem. Tej pazerności nie da się nasycić. Wiele obrazków wraca niespodziewanie; jaśmin w kobiecych włosach w Indiach, kolory Uluru w Australii, rafa na Fidżi, amazońskie motyle... Warto się wypuścić.
Chociaż Immanuel Kant ponoć nigdy nie opuszczał Królewca.

Bardzo dziękuję za rozmowę!

Z Jarosławem Koziarą rozmawiał Filip Jaroszyński

powrót

Copyright 2004 by Kiton Art - Mirosław Olszówka