powrót do strony głównej
   •   CO-GDZIE-JAK?    •    TURYSTYKA    •    JEDZENIE    •   NOCLEGI
manes
imprezy
gospodarze
goście
galeria zdjęć
linki
kontakt
kiton art
KITON ART


 

LENA Z MAĆKOWEJ CHATY


Pani Helena z mężem.

ROZMOWA Z HELENĄ ŚLIWKĄ

Pani Helena Śliwka, dla przyjaciół i ogromnego grona znajomych po prostu Lena, do Janowca przywędrowała z Bieszczad.
• Dawno temu?
- Przed 16 laty. Kawał czasu. Babcia męża, który pochodzi z Warszawy, mieszkała w Janowcu i całą rodzinką, z dwójką dzieci przyjeżdżaliśmy tu na każde wakacje. Alergiczno-astmatyczne maluchy nad Wisłą, ale nie tą w stolicy, czuły się znakomicie. I właściwie to one spowodowały, że przenieśliśmy się do Janowca na stałe.
• Od razu pod dach Maćkowej Chaty?
- O nie! Maćkowa Chata powstała dopiero cztery lata temu. Wcześniej pracowałam gdzie indziej, a mąż długi czas dojeżdżał do pracy do Warszawy.
• Skąd się wziął pomysł na knajpę, jak ją Pani nazywa, o sympatycznej nazwie Maćkowa Chata?
- Trzeba było coś robić, z czegoś żyć. Pierwszym pomysłem była kawiarenka w Janowcu, ale po trzech dniach jej funkcjonowania okazało się, że w tym miejscu zwyczajnie nie ma racji bytu. W tym mniej więcej czasie, gdy „upadała” idea kawiarenki, pani Potocka właścicielka domu, w którym znajduje się dzisiaj Maćkowa Chata, przyjechała do Janowca z rodziną na obiad. Przygotowałam dla nich, to co umiałam najlepiej i kiedy już przy deserze miło sobie gawędziliśmy, przed lokal zajechały przepiękne motory, większość, a może nawet wszystkie, marki Harley-Davidson. Zsiadły z nich i panie i panowie ubrani w skóry i zgodnym chórem krzyknęli: - Pani! Daj nam pani jeść! Nie wyjdziemy stąd, dopóki nie zaspokoimy głodu!
Dostali ten sam obiad co Potoccy i byli zachwyceni. Po jakimś czasie dowiedziałam się, że w drodze powrotnej z Janowca zatrzymała ich policja za przekroczenie szybkości. Usprawiedliwiając się przed stróżami prawa harleyowcy mówili, że byli w Maćkowej Chacie i zjedli tak obfity posiłek, że tylko gnając na łeb, na szyję mogli go trochę spalić...
• Co dzisiaj Pani goście mogą "spalać"?
- Na pewno placki ziemniaczane, które serwujemy jako "Placek chłopski". Podajemy je z gulaszem i surówkami.
• Placki to raczej mało kaloryczna potrawa?
- Zależy ile się ich zje, a porcje w Maćkowej Chacie są naprawdę duże, a to z kolei zależy od tego czy jedzenie jest apetyczne. Nasze placki są, bo zaczynamy je trzeć dopiero wówczas, gdy gość je zamówi. Na tym polega tajemnica ich smaku.
Polecamy też m.in. żeberka w miodzie, pierogi pod różnymi postaciami i zupy. Codziennie do wyboru jest inna, ale zawsze na klientów, zresztą na ich życzenie, czeka barszcz z kołdunami.
• Rozumiem, że mam Pani wielu stałych gości?
- Wiele osób jeśli już tu raz zajrzy, powraca potem wielokrotnie. Mówią, że odpowiada im kuchnia, obsługa i atmosfera lokalu, stworzona m.in. poprzez wystrój wnętrza, którego autorem jest Piotr Mikołajczak, artysta plastyk z Lublina.
• Na ścianach wiszą stare zdjęcia, chyba pokazujące Janowiec, którego już nie ma?
- Dostaliśmy je w prezencie od mieszkających tu ludzi. Choćby to zdjęcie, na którym widać prawdopodobnie miejsce, w którym się znajdujemy z podpisem: "Piwiarnia i wyszynk wina". Prawda, że to bardzo piękna nazwa?
• W Maćkowej Chacie zaległo się mnóstwo żab? Skąd się wzięły?
- Te figurki są też prezentami od naszych gości z Warszawy, Lublina i wielu innych miast w Polsce. Żab ciągle przybywa.
• Maćkowa Chata, która jest ozdobą janowieckiego rynku jest knajpką sezonową. Kiedy ja Pani otwiera?
- Jak się robi ciepło. W tym roku pierwszych gości podjęliśmy 20 kwietnia.
• A kłódkę wiesza Pani na drzwiach kiedy?
- Jak się robi zimno. W ubiegłym roku zamknęliśmy 11 listopada.
• Nie zapytałem jeszcze, skąd się wzięła nazwa Maćkowa Chata?
- Mąż właścicielki ma na imię Maciek.

powrót

Copyright 2004 by Kiton Art - Mirosław Olszówka