
Mirosław Olszówka i Grzegorz Sądecki. |
ROZMOWA
Z GRZEGORZEM SĄDECKIM, MALARZEM
Parę lat Cię nie widziałem, a chciałem
podzielić się z Tobą pomysłem, na który niedawno
wpadłem. Otóż oglądając rycerzy namalowanych przez
Ciebie na jednej ze ścian Zamku w Janowcu pomyślałem,
ze fajnie by było, gdyby zeszli oni z ruin i przemienili
się w figury z ciasta. Ma Kazimierz pieczonego koguta,
dlaczego Janowiec ma nie mieć pieczonego rycerza?
Co ty na to?
Świetny pomysł, tym bardziej, że rycerza zamiennie możesz też
nazywać diabłem albo gumisiem, jak miejscowi.
Opowiedz coś o tych diabłach.
Powstały w XVIII wieku w przedziwnej technologii. Otóż zostały
wymyte w pierwszym tynku ściany, a potem były pomalowane. Były
ich trzy rzędy, ale nie wszystkie zachowały się do dzisiaj.
Ale dlaczego diabły?
Bo miały odstraszać różne nieszczęścia, być swoistego rodzaju
magiczną strażą zamkową. Miała ona strzec dom przed zarazami i
nieproszonymi gośćmi.
Ty nieproszonym gościem nie byłeś.
Moim zadaniem było przede wszystkim odnalezienie rycerzy na ścianie.
Nie było to wbrew pozorom takie proste. Figury było widać tylko
o pewnej porze dnia, kiedy promienie słoneczne padały pod odpowiednim
kątem. Wówczas rycerze pokazywali się na jakieś piętnaście minut,
a potem nikli. Ta cała sytuacja przypominała krótki film. Albo
się go obejrzało dokładnie i wszystko zapamiętało, albo trzeba
było przyjść następnego i jeszcze następnego dnia i cały "seans" powtórzyć.
Odnalazłeś wszystkich, wymytych rycerzy?
Nie, tylko kilku. Resztę trzeba było domalować. Z ich uzbrojeniem,
dwoma - trzema mieczami, żeby wyglądali jak komandosi tamtych
czasów. Aby wyglądali po prostu strasznie.
Dzisiaj raczej zachęcają do odwiedzenia
Zamku w Janowcu.
Bo to naprawdę magiczne miejsce. Opowiem o zdarzaniu, które mi
się przytrafiło, gdy malowałem rycerzy. Otóż, kiedy stałem bardzo
wysoko na rusztowaniach, pod wieczór, gdy powietrze bywa jedną
wielka ciszą, słyszałem o czym mówią w swoich domach mieszkańcy
Janowca. To wiatr niósł ich głosy. Nie wierzysz? A czy uwierzysz,
że Zamek promieniuje niesamowitym światłem i ciepłem. Spróbuj
kiedyś, po gorącym dniu, stanąć pod jego murami. Zobaczysz i poczujesz
wówczas, jak janowieccy rycerze odlatują gdzieś w świat. Ale tylko
na chwilę, bo przecież Zamek bez diabłów, to nie Zamek.
powrót |