
Włodzimierz Soiński z żoną Marią - "Perełką".

|
ROZMOWA
Z WŁODZIMIERZEM SOIŃSKIM
* Jak Pan trafił do Janowca?
Włodzimierz Soiński: - Przez miłość. Moja żona jako dziecko przywędrowała
w te okolice, została, a potem "ściągnęła mnie".
* I długo Pan już tu jest?
- Sześć lat temu przy rynku zbudowaliśmy dom. Piękny dom, w którym
spędzamy każdy weekend, uciekając od warszawskiego zgiełku.
* Co Pan robi w stolicy?
- Jestem wiceprezesem zarządu Grupy PZU.
* Widziałem, jak w Janowcu na ulicy ludzie kłaniają się Panu
z daleka.
- To raczej mojej żonie, zwanej przez miejscowych "Perełką".
Wiele lat tu mieszkała, tańczyła w janowieckim zespole folklorystycznym,
a dzisiaj stara się temu miasteczku pomagać, jak tylko jest to
możliwe.
*I do tej pomocy wciągnęła Pana?
- Oboje lublimy dawać. Poznaliśmy w życiu smak biedy.
* Co Janowiec dostał od Soińskich?
- Może nie do końca od nas, ale od firmy, którą reprezentuję.
Dzięki PZU miasto ma m. in. nowy, świetnie wyposażony posterunek
policji, strażacy wóz bojowy i galowe mundury.
* Podobno ma Pan obsesję na punkcie wspierania
dzieci?
- A kto ma sie o nie troszczyć, jak nie my dorośli?
* Proszę sie pochwalić, co Pan dla nich zrobił?
- Nie zabiegam o rozgłos, ale jest już boisko z prawdziwego zdarzenia
dla młodych piłkarzy, koszykarzy. W zimie mają gdzie grać mali
hokeiści i hokeistki (!), sprowadziliśmy dla nich sprzęt aż ze
Szwecji. Na koniec roku szkolnego najlepsi uczniowie z miejscowej
szkoły dostali w nagrodę rowery i książki, które specjalnie dla
nich ufundował nasz przyjaciel Bogusław Wołoszański. W domu kultury,
dzieciom które kochaja malować i rysowć, niezbędnych do tego artykułów
nie powinno zabraknąć przez długi czas.
* I to wszystko z kasy PZU?
- Nie tylko. Staram się namawiać różne firmy, żeby tu zostawiły
choć parę złotych. Wiem, że telefony komórkowe miejscowym stróżom
prawa chce zafundować Plus GSM.
* Co Pan zrobi, jak już wszyscy dostaną "prezenty" od
Soińskiego?
- Potrzeby Janowca i okolicznych miejscowości są ogromne, więc
sytuacja przesytu w ich zaspokajaniu jeszcze długo nie nastąpi.
Warto byłoby choćby odnowić rynek, znaleźć miejsce, gdzie turyści,
zaglądający nad Wisłę, mogliby kupić pamiątki itd.
* Chciałby Pan zrobić z Janowca drugi Kazimierz?
-Broń Boże, takich tłumów, jak po tamtej stronie Wisły to miasteczko
by chyba nie przeżyło. Ale ludzie tu przyjeżdżający, a jest ich
coraz więcej, muszą mięć co zjeść, gdzie się przespać, nie mówiąc
już o jakiś rozrywkach.
* Sama przyroda nie wystarczy?
- Pewnie, że takie miejsca, jak choćby siedlisko czapli czy rezerwat
żółwi błotnych, skuszą swoją niezwykłością niejednego, ale tzw.
wikt i opierunek dla turysty, wczasowicza, choćby w minimalnym
wymiarze, jest niezbędny.
* Spędzacie tu Państwo każdą wolną chwilę. Czy
Janowiec odmienił jakoś Wasze życie?
- Spotkaliśmy tu fantastycznych ludzi i wie pan co, chcielibyśmy
tu osiąść na starość i swoim poczynaniami wobec mieszkańców ,jak
najdłużej zasługiwać na ich szacunek.
PS Rozmowa nieautoryzowana.
powrót |