|
ROZMOWA
Z ASPIRANTEM SZTABOWYM SYLWESTREM TKACZYKIEM
Podobno marzy się Panu, żeby janowieccy
policjanci przesiedli się z samochodu na konie?
Aspirant sztabowy Sylwester Tkaczyk, kierownik
posterunku policji w Janowcu: Samochód mamy
nowy i spisuje się bardzo dobrze, więc o koniach
możemy mówić jedynie w sferze planów. Z pewnością
funkcjonariusz na wierzchowcu prezentowałby się
okazale, a i wszędzie by dotarł.
I byłby też ogromną atrakcją turystyczną.
Z pewnością, tym bardziej, że właśnie turystyką chce Janowiec
stać w przyszłości.
Pomówmy przez chwile o przeszłości. Podobno
tak sprawnych policjantów, jak w Janowcu, zazdrości
Panu niejeden posterunek?
To prawda. W tym roku możemy się pochwalić stuprocentową wykrywalnością
przestępstw.
Jakiego typu?
Były to głównie kradzieże i kradzieże z włamaniem. Na szczęście
nie odnotowaliśmy na naszym terenie przestępstw przeciwko zdrowiu
i życiu ludzkiemu.
A z turystami zaglądającymi nad Wisłę
nie miewa Pan kłopotów?
Żadnych. W Janowcu jest spokój.
Ponoć odnajduje go Pan, po służbie, w cykaniu starych
zegarów.
Mam w domu kilka egzemplarzy zegarów skrzyniowych z lat międzywojennych.
Niektóre dostałem w prezencie, inne kupiłem na jakiś targach staroci.
Odpoczywam rozbierając je na części.
Jawi się Pan jako człowiek łagodny, wręcz
przyjazny ludziom. Czy właśnie taki powinien być
wróg bandytów?
O skuteczności naszych poczynań już pan wie. Drzwi posterunku
w Janowcu nie zamykają się prawie wcale. Częściej nie przestępcy
przychodzą do nas zwykli ludzie, którzy chcą się poradzić w różnych,
trudnych życiowych sprawach. I my im tych rad udzielamy, może
przy okazji trochę "wychowując"?
Ma Pan w Janowcu wrogów?
Pracuję tu już dziesięć lat i wydaje mi się, że potrafię się z
ludźmi dogadywać, co nie znaczy, że Tkaczyk nie umie być stanowczy
czy nawet ostry. Ale jak obserwuję to, co udało się na tym terenie
zrobić policjantom, sądzę, że partnerskie relacje z obywatelem
zdają egzamin. Przynajmniej u nas, w Janowcu.
powrót |